WIADOMOŚCI BIZNESOWE
Kurs ropy naftowej Brent i WTI – wzrost po atakach na instalacje w Arabii Saudyjskiej
Ceny ropy naftowej gwałtownie podskoczyły po sobotnich atakach na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej. W niedzielę władze koncernu Aramco podały, że do poniedziałkowego wieczoru będą w stanie tylko częściowo przywrócić produkcję.
Po rozpoczęciu w poniedziałek rano czasu lokalnego sesji na azjatyckich giełdach surowcowych cena baryłki ropy naftowej gatunku Brent wzrosła o około 13 proc. do poziomu 68 dolarów za baryłkę, a baryłki ropy West Texas Intermediate o 11 proc. do poziomu 61 dolarów.
Jeszcze w piątek wieczorem ropa Brent była wyceniana na 60 dolarów za baryłkę, a WTI – 55 dolarów.
W kolejnych godzinach handlu wzrosty nieco osłabły. Około 7.00 polskiego czasu kurs ropy Brent rósł o 10 proc., a WTI o blisko 9 proc.
Ataki na instalacje
Gwałtowne wzrosty to rezultat ataku na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej, o który władze amerykańskie oskarżają Iran. Za ich sprawą dzienna produkcja ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej spadła o 5,7 milinów baryłek naftowej, czyli więcej niż o połowę. Oznacza to 5-procentowy spadek światowej produkcji tego surowca dziennie.
Początkowo szefowie saudyjskiego koncernu paliwowego Aramco mieli nadzieję na przywrócenie produkcji do poprzedniego stanu do poniedziałku wieczorem.
W niedzielę, po oszacowaniu strat, władze koncernu zrewidowały swoje przewidywania i zapowiedziały, że do poniedziałkowego wieczoru będą w stanie jedynie częściowo przywrócić produkcję.
Notowania ropy naftowej w USA spadły w czwartek o prawie 8 procent – tak mocniej… zobacz więcej »
„Rynki są dobrze zaopatrzone”
W reakcji na spadek wydobycia ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej, prezydent USA Donald Trump poinformował w niedzielę na Twitterze, że zezwolił na uruchomienie – w razie potrzeby – Strategicznej Rezerwy Naftowej (Strategic Petroleum Reserve – SPR) w celu ustabilizowania globalnego zaopatrzenia w ten surowiec.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna(International Energy Agency), reprezentująca państwa, które są największymi konsumentami energii, zapewniła, że „obecnie rynki są dobrze zaopatrzone i dysponują dużymi zapasami paliw”.
Ataki na instalacje w Arabii Saudyjskiej, które spowodowały pożary widoczne nawet na zdjęciach satelitarnych, mogą mieć poważne konsekwencję polityczne dla administracji prezydenta Donalda Trumpa.W komunikacie wydanym w sobotę po rozmowie telefonicznej Trumpa z saudyjskim księciem Muhammadem ibn Salmanem, Biały Dom potępił ataki.
Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo już w sobotę obarczył odpowiedzialnością za te ataki władze w Teheranie, mimo że odpowiedzialność za nie wzięły, wspierane przez Iran, oddziały szyickich rebeliantów Huti. Pompeo stwierdził, że nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że ataki zostały przeprowadzone z terytorium Jemenu.
Jak poinformował w niedzielę koncern Aramco, w rezultacie ataku na rafinerię w mieście Bukajk (Abqaiq) najbardziej ucierpiało 15 obiektów po zachodniej i północno-zachodniej stronie kompleksu. Sugerowałoby to, że ataki zostały przeprowadzone z terytorium położonego na północ terytorium Iranu, a nie położonego na południu Jemenu.
Konflikt w Zatoce
Władze amerykańskie i saudyjskie podejrzewają, że atak na rafinerię w Bukajk, znajdującą się blisko Zatoki Perskiej, został przeprowadzony przy użyciu manewrujących pocisków rakietowych typu „cruise”, wystrzelonych z terytorium Iranu, bądź Iraku – poinformował w niedzielę dziennik „The Wall Street Journal” na swym portalu internetowym.
W konflikcie pomiędzy Arabią Saudyjską a Iranem, Irak stara się zachować neutralność, jednak nie jest w stanie kontrolować różnych wspieranych przez Teheran szyickich bojówek działających na swoim terytorium.
Jeśli prowadzone dochodzenie wykaże, że za atakiem na saudyjskie rafinerie ponad wszelką wątpliwość stają władze w Teheranie prezydent Trump będzie miał ograniczone pole manewru.
Przede wszystkim taki rezultat dochodzenia stawiałby pod poważnym znakiem zapytania planowane z inicjatywy francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona spotkanie Donalda Trumpa z prezydentem Iranu Hasanem Rowhanim.
Mimo wzajemnych oskarżeń i wzrostu napięcia pomiędzy Waszyngtonem a Teheranem, Kellyanne Conway, czołowa doradczyni prezydenta USA, nie wykluczyła w niedzielę, że dojdzie do spotkanie Trumpa z Rowhanim podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.
– Pozwolę prezydentowi ogłosić, czy spotkanie się odbędzie, czy nie – powiedziała Conway w programie „Fox News Sunday”.
Poza odwołaniem tego spotkania, prezydent Trump wyczerpał wszystkie inne możliwości wzmocnienia presji dyplomatycznej na Iran.
Środki nacisku
Po wycofaniu w maju 2018 r. USA z porozumienia nuklearnego z Iranem, Trump chce za pomocą sankcji uniemożliwić Teheranowi eksport ropy naftowej i zmusić go do negocjacji w sprawie szerszego układu, obejmującego także irański program rakietowy oraz działania Teheranu w regionie. W odpowiedzi Iran ogłosił, że będzie stopniowo wycofywał się z respektowania zapisów umowy atomowej, do których – jak regularnie potwierdzała Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej – wcześniej się stosował.
Po zwolnieniu swojego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona, który był zwolennikiem twardej polityki wobec Iranem, Donald Trump stoi w obliczu obecnego kryzysu z osłabionym zespołem doradców Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W opinii ekspertów, poza środkami militarnymi jak np. odwetowym atakiem na obiekty irańskie – amerykański prezydent nie dysponuje innymi środkami nacisku na władze w Teheranie.
Dodatkowo prawdopodobny wzrost cen paliw w najbliższych miesiącach jest jednym z czynników zwiększających możliwość pojawienia się recesji w gospodarce amerykańskiej. Możliwość recesji natomiast – jak podkreślają komentatorzy polityczni – poważnie zmniejsza szanse wyboru Donalda Trumpa na następną kadencję w Białym Domu.
